sobota, 18 stycznia 2014

"Just one more thing..."

Amerykański, kryminalny serial telewizyjny emitowany w latach 1968-1978 i 1989-2003. Policja w Los Angeles, Wydział Zabójstw, a w nim porucznik - główna postać serialu - choć na oficera mężczyzna ten nie wygląda. Przyodziany w podniszczony, acz nieśmiertelny chyba prochowiec i podstarzały garnitur, człowiek o niepokojącym spojrzeniu z nieodłącznym cygarem. Amerykanin o włoskich korzeniach - porucznik Columbo. Imię nieznane, nie pojawia się w żadnym z 69 odcinków serialu, podobnie jak osoba często wspominanej małżonki policjanta. Ale o tym za chwilę. 


Peter Falk jako Columbo (en.wikipedia.org)


Kiedy w kioskach pojawiła się seria gazet z dołączonymi odcinkami tego serialu kryminalnego, moi rodzice rozpoczęli kolekcjonowanie. I tak uzbierali - wszystkie odcinki. Aż do tamtego czasu, nie znałam tej produkcji, a po usłyszeniu, że oglądając film od samego początku będę wiedziała, kto jest mordercą, stwierdziłam, że to musi być wybitnie nieciekawe. I... jak na (wtedy) bardzo młodego człowieka przystało - byłam w błędzie. Po pierwszym obejrzanym odcinku, z chęcią sięgnęłam po kolejne. Dlaczego? 

Serial zrealizowany jest w systemie "odwrotnej tajemnicy". Jak wspomniałam, widz swoją obserwację rozpoczyna od osoby mordercy, widzi świat z jego perspektywy, śledzi przygotowanie do zbrodni, jej realizację i próbę zatuszowania czy też zrzucenia winy na inną osobę. Gdy fakt morderstwa wychodzi na jaw, do akcji wkracza porucznik Columbo. Chociaż jego wejście nie jest zbyt efektowne: sprawiający wrażenie zagubionego i chaotycznego człowieka detektyw (o ubiorze i samochodzie nie wspominając) stara się ustalić jak najwięcej faktów. O dziwo, zwraca uwagę na zupełnie nietypowe rzeczy i... praktycznie nigdy nie zgadza się ze współpracownikami, którzy proponują najbardziej oczywistą wersję wyjaśnienia zdarzenia. 


Peter Falk jako Columbo


Przeczucie. To ono bywa kluczem do rozwiązania zagadki przez Columbo. Również specyficzny styl bycia i nietypowy wygląd porucznika, które sprawiają, że podejrzani odnoszą się do niego lekceważąco, stały się jego atutem. Irytująco dociekliwy, wpędzający mordercę w wir niewygodnych pytań, burzący jego przeświadczenie o popełnieniu zbrodni doskonałej, z niezwykłą precyzją wykazuje najmniejsze a jednak kluczowe błędy i niedociągnięcia misternych planów. Widz z pewnością nie raz bywa zaskoczony, jak drobny szczegół  staje się obiektem dociekań porucznika, a w rezultacie doprowadza do nietuzinkowego rozwikłania zagadki. Za każdym razem w inny sposób.


Basset - towarzysz porucznika Columbo w niejednym odcinku serialu


Obok osoby Petera Falka w serialu gościnnie pojawia się wielu znakomitych aktorów jak np. Faye Dunaway, Donald Pleasence, Janet Leigh, Jamie Lee Curtis, Richard Kilet czy Robert Culp, co pokazuje, że serial warto obejrzeć również z uwagi na obsadę :)

Na zakończenie parę słów o... Pani Columbo. Niewiele o niej wiadomo, nie znamy jej imienia, nigdy nie została pokazana w serialu. Wszystkie informacje o niej posiadamy jedynie z opowieści samego porucznika. Po prostu jest, a jej "obecność" i charakter pełnią w wielu odcinkach bardzo istotną rolę. Twórcy zaoszczędzili zapewne sporą kwotę, nie musząc angażować do tej roli żadnej aktorki :) 

Cóż mogę powiedzieć na koniec... Przede wszystkim polecić serial wszystkim miłośnikom kryminałów, którzy jeszcze nie mieli okazję go obejrzeć, a tych - którzy tę produkcję znają - zachęć do ponownego sięgnięcia po ulubione epizody. Miłego wieczoru!

piątek, 10 stycznia 2014

Quiet Nights (musical inspirations part 1)

Uważam, że niełatwo jest pisać o muzyce. Tak naprawdę żadne pisanie nie jest proste, a w szczególności dla kogoś, kto nie jest ani zawodowcem, ani nawet specjalnie zdolnym amatorem... Tak, mówię o sobie. Ale :) Zdecydowałam się spróbować ubrać w słowa to, co niosą ze sobą dźwięki nagrane na płycie znalezionej przeze mnie pod choinką kilka tygodni temu. Jeżeli przysłał Was tutaj post z facebooka, wiecie już o jaki album chodzi.


"Quiet Nights" Diana Krall

Twórczość Diany Krall odkryłam w pewnym sensie przypadkowo, szukając w Internecie jazzowej inspiracji. Trafiłam na "The Look Of Love". I zaczęło się. Od tamtej pory sięgam do twórczości Krall praktycznie przez cały czas. To znakomita wokalistka obdarzona niskim, głębokim i wyjątkowo ciepłym głosem, posiadająca nietuzinkowe umiejętności gry na fortepianie. Z racji tego, że sama od dłuższego czasu zajmuję się muzyką, jest mi ona bardzo bliska i z pewnością jej wątek jeszcze nie raz pojawi się na tym blogu.

Jak już wspomniałam "Quiet Nights" znalazły się wśród moich świątecznych upominków. Płyta od razu trafiła do odtwarzacza i praktycznie wcale z niego nie wychodzi. Diana Krall jest wokalistką, która znakomicie odnajduje się w różnych stylach. We wspomnianym albumie prezentuje swój głos w wersji jazzowej z subtelną nutą bossa novy. Jeśli lubicie subtelne latynoamerykańskie rytmy, płyta na pewno przypadnie Wam do gustu. 




Na płycie znajduje się dwanaście utworów, w tym dwa bonusowe (wśród nich jeden z moich ulubionych kawałków "The Boy From Ipanema"), a wszystkie przepełnione są kobiecą delikatnością i owiane nutą tajemniczości charakterystyczną dla wokalistki. 

O klasie albumu świadczy m.in. przyznanie mu pierwszej lokaty na liście najpopularniejszych płyt w Polsce w 2009 roku (rok wydania "Quiet Nights) oraz docenienie go w wielu krajach na całym świecie.




Myślę, że nie muszę nic więcej pisać, bo ta muzyka znakomicie broni się sama. W Internecie znajdziecie wiele nagrań, m.in. na stronie artystki. Dla części z Was ten wpis z pewnością nie był żadną nowością, ale jeżeli chociaż kilku osobom mogłam po raz pierwszy przedstawić namiastkę twórczości Diany Krall, jestem bardzo zadowolona :) Zachęcam, podzielcie się swoimi muzycznymi wrażeniami w komentarzach, z przyjemnością poznam Wasze zdanie

piątek, 3 stycznia 2014

Girl from 60s

Witajcie w 2014 roku :) Na początek mniej tekstu a więcej obrazu... Ale krótki wstęp musi być! 

Chyba każdy czasami dochodzi do wniosku, że chciałby żyć w innych czasach (poprawcie mnie, jeśli się mylę). Ja nie miałabym nic przeciwko temu, by moja młodość przypadła na przełom lat 50. i 60. XX wieku :) Ale skoro już stało się inaczej, namiastkę tamtych lat najczęściej serwuję sobie w postaci muzyki, ale też... szeroko pojętego stylu tamtych czasów. 

Taką właśnie "stylizowaną" sesję zdjęciową zafundowała mi moja przyjaciółka - Nadia T. :) W październiku udałyśmy się w okolice krakowskiego Rynku, by przenieść się w czasie  jakieś 60 lat wstecz... Czy nam się udało? Oceńcie sami. :)















Więcej prac Nadii znajdziecie na jej stronie na facebooku (o, tutaj). Tam też uzyskacie informacje, w jaki sposób można umówić się z nią na wyjątkową sesję. Ja w każdym razie bardzo polecam! :)